W miłości powinno być się szaleńcem, błaznem z breughlowskiego obrazu, inaczej jest nic nie warta. Cała poprawność polityczna, wszystkie zahamowania i ogólnie utarte konwenanse przeszkadzają jedynie kochać, a przecież właśnie o to chodzi...
Może czasami lepiej, gdy miłość kończy się w pół kroku, gdy próbuje odrzeć nas z szaleństwa?